![]() |
(źródło) |
Reżyseria: Cliff Bole
Scenariusz: Ed Zuckerman
To kolejny z epizodów zrealizowanych,
jak się wydaje, nieco po taniości: skromna obsada, niewiele wnętrz, całość
sprowadzona do opowiadania w kółko tej samej historii. Na szczęście jednak tym
razem to się udało, mimo że autor scenariusza nie mógł pochwalić się
spektakularnym doświadczeniem ani w pisaniu Star Treka, ani w pisaniu w ogóle.
Czy to jednak intuicja Zuckermana, czy może obfita pomoc rozlicznych
współtwórców serii, tym razem ta konwencja bardzo ładnie zagrała i pomogła w
zaprezentowaniu widzowi fajnego tematu: kwestii punktów widzenia.
Odcinek jest odcinkiem „sądowym”.
Znamy takie od dawna, bo przecież nawet w Oryginalnej Serii pojawił się
chociażby epizod Court Martial, a i później załogi kolejnych statków
Enterprise (i Voyager) bywały na bakier z rozmaitymi wymiarami sprawiedliwości.
Różnica polega na tym, że tym razem, jak wspomniałam, właściwa historia – czyli,
w tym przypadku, odtworzenie wydarzeń prowadzących do popełnienia domniemanego
morderstwa – zostaje opowiedziana na początku odcinka i niewiele się w tym
temacie zmienia. To nie tak, że nagle dostajemy jakieś superważne informacje,
które kompletnie zmieniają zeznania.
![]() |
Przeurocze jest też to, jak różni się przebieg bójki w zależności od tego, kto ją relacjonuje (źródło) |
No bo co tak właściwie się zmienia w kolejnych
relacjach prezentowanych podczas rozprawy? Raz to Riker twierdzi, że został
uwiedziony przez Manuę Apgar (Gina Hecht), innym znów razem Manua
utrzymuje, że Riker nieomal ją zgwałcił – co ciekawe, żadne z nich nie kłamie, o
czym zapewnia nas doradca Troi. I prawdę mówiąc, nie mam większego problemu z
uwierzeniem w to. Być może każde po trosze uwodziło, każde wierzyło w swoją
wersję – to całkiem prawdopodobne.
Właściwie to interesujące są właśnie
te drobne różnice w zeznaniach poszczególnych uczestników procesu, te rozmaite
punkty widzenia, a nie sama sprawa morderstwa. Bo ta – co tu dużo mówić – nie za
bardzo trzyma w napięciu. Przecież znamy Rikera nie od dziś. Dobrze wiemy, że
jest krystalicznie czysty i niewinny. Znamy też konwencję i wiemy, że kapitan
Picard dowiedzie niewinności swojego pierwszego oficera. Nie ma tu żadnego
punktu do niepokoju.
Dodatkowo interesująco wypada tutaj początkowa
scena, w której Picard usiłuje namalować obraz. Przyznam, że za pierwszym razem
miałam wrażenie, że to scenka mocno bez sensu, która nie odnajduje w dalszej
części odcinka żadnej kontynuacji. Dopiero później udało mi się ogarnąć, że jest
wręcz przeciwnie: w zasadzie cały epizod jest kontynuacją tej jednej scenki.
Cały proces Rikera jest próba namalowania obrazu. Każdy maluje go po swojemu:
Riker, Manua, Tayna (Juli Donald). Nikt nie kłamie, po prostu różnie widzą
to, co próbują odmalować, tak jak na początku każdy inaczej postrzegał nagą
kobietę (choć koszmarnie było widać, że statyści z początkowej sceny chyba
nigdy w życiu nie próbowali niczego namalować, bo miałam wrażenie, że ledwie
ogarniali, z której strony trzymać pędzel). I w tym wszystkim pojawia się
Picard – człowiek, którego spojrzenie jest co najmniej niekonwencjonalne. W
jego obrazie nic nie pasuje do niczego. I właśnie to niekonwencjonalne,
wykraczające poza normy spojrzenie, świeże i nieoczekiwane, okazuje się
zbawienne dla Rikera i dla całej sprawy. W gruncie rzeczy to zostało bardzo
ładnie zgrane.
![]() |
Dużo w tym odcinku napatrzymy się na to wnętrze (źródło) |
Brakuje mi tak naprawdę chyba tylko
jednego: zeznań Geordiego. Geordi po powrocie na pokład Enterprise był co
najmniej poruszony. Z całą pewnością wiedział coś o sprawie, choć nie chciał
sam niczego opowiadać kapitanowi. Nawet jeśli nie był świadkiem wszystkich
wydarzeń, to jednak coś musiał widzieć i słyszeć, jakąś kłótnię, jakieś groźby –
dlaczego więc nie uwzględniono również jego perspektywy? (końcową symulację traktuję nieco inaczej, bo to już wynik wspólnie prowadzonego śledztwa, a nie relacja z wcześniejszych wydarzeń)
Całościowo jednak pozytywnie odebrałam
ten odcinek. Nawet jeśli nie trzymał w szczególnym napięciu, to jednak był na
swój sposób intrygujący i może nawet trochę pouczający. Bohaterowie pokazali
się od swoich najlepszych stron, a kapitan – jak zwykle zresztą – zachował fantastyczną
równowagę między lojalnością a obiektywizmem (uwielbiam scenę, w której
oskarżony Riker chce porozmawiać z Picardem na osobności, ale ten mu odmawia,
wiedząc, jak bardzo niestosowne to by było w zaistniałych okolicznościach).
Odcinek może i leniwy, może i po taniości, ale zdecydowanie udany.
- Investigator,
in our system of jurisprudence a man is innocent until proved guilty.
- In
ours, he is guilty until he is proved innocent, and you are under our
jurisdiction.